Dzieci zdecydowanie za szybko rosną. Dlatego założyliśmy archiwum historyjek o naszych dzieciach. Dla Mamy, dla Taty, dla Dziadków. Ale też dla Pietruszki i Zochacza, żeby kiedyś mieli takie małe pudełko ze wspomnieniami.
Wpisy
Babcia przypominala Dziadkowi że powinien wziąć leki. Dziadek polemizował, twierdząc, że nie ma takiej potrzeby. Wymiana zdań trwała dłuższą chwilę gdy po którejś z wypowiedzi Babci w rozmowę wciął się Pietruszka "Niech robi co chce, dorosły jest".
Trudno zaprzeczyć.
Żłobek nauczył Zochacza wielu przydatnych umiejętności, rozwinął też zdecydowanie jej słownictwo. Najważniejsze znaczenie jak na razie miało poznanie przez nia słowa "moje". Okrzyk ten rozlega się sto razy dziennie, za każdym razem kiedy zochacz chce dostać coś, co aktualnie trzyma ktoś inny.
Co ciekawe "moje" to uniwersalny zaimeg dzierżawczy. Kiedy Zochacz próbuje zjeść podwieczorek innego członka rodziny, Mama tłumaczy "To jest moje Pietruszki. A tamto jest moje Mamy. To jest moje Zochacza i to Zochacz może zjeść". Póki co to działa.
Ponieważ Pietruszka skończył już 5 lat, Tata uznał, że najwyższa pora, żeby poszedł na mecz Warszawskiej Drużyny. Niestety był to juz ostatni mecz w sezonie i zarowno piłkarze jak i kibice nie popisali się.
Przez kolejne dni, Pietruszka chodził po domu i spiewał "Legia to my!". A rodzice błogosławili fakt, że zapamiętał akurat tę przyśpiewkę.
Mama kupowała w Pradze lody. Powiedziała Pietruszce jakie są smaki, po czym Pietruszka wybrał dla siebie kulkę jagodową.
Mama zwróciła się więc do pani ekspedientki i powiedziała "Jedna kulkę borówkową proszę". Pani nachyliła łyżkę. A wtedy Pietruszka krzyknął "Nie, jagodową!". Pani przesunęła więc łyżkę obok. Na co Mama stwierdziła stanowczo "Borówkową!". A Pietruszka krzyknął "Jagodową".
Ekspedienta spojrzała zdezorientowana. W końcu Mama usmiechnęła się i powiedziała "Po polsku borówkowy to jest jagodowy". Bo po czesku "jahodowy" to truskawkowy.
Podczas wizyty w praskim ZOO, Pietruszka i Zochacz odwiedzili nietypową zagrodę z kozami. Do zagrody można wejść, a następnie nakarmić kozy specjalnymi chrupkami sprzedawanymi tuż obok.
Kiedy dzieciaki weszły do zagrody, głodne kozy od razy do nich podbiegły i zaczęły się napraszać o chrupki. Zochacz bardzo się przestraszyła większych od siebie zwierząt, więc Tata szybko oddał ją Mamie która stała za ogrodzeniem. Pietruszka został w zagrodzie trochę dłużej, ale kiedy duża koza zaczęła go trącać rogami postanowił też się wycofać. Zaczął więc gramolić sie przez płot.
Widząc, że Pietruszka został w zagrodzie ze strasznymi kozami, Zochacz bardzo się zdenerwowała. Podbiegła do ogrodzenia i zaczęła krzyczeć, wyraźnie zachęcając brata żeby wyszedł. W oczach widać było lęk i troskę.
Mama patrzyła jak urzeczona. Wiele razy była swiadkiem tego, że Pietruszka kocha siostrę, i że jest dla niego bardzo ważna (ostatnio powiedział nawet, że lepiej mieć siostrę niż lody). Pierwszy jednak raz widziała że to samo czuje półtoraroczna Zochacz.
Pietruszka i Zochacz obudzili się rano. Tata poszedł ich ogarnąć a Mama nakryła głowę kołdrą usiłując złapać jeszcze chwilę snu.
Po krótkiej chwili Zochacz zaczęła się stanowczo domagać jedzenia. Tata tłumaczył jej, że na śniadanie pójdzie kiedy Mama wstanie. Zochacz podeszła więc do drzwi za którymi spała Mama, walnęła w nie pięścią i wrzasnęła "Mama, oć am!".
Ostatniego dnia pobytu w Pradze, Zochacz gorączkowała przez piątki, więc Pietruszka z Tatą wybrali się na męską wyprawę do Praskiego Muzeum Narodowego na wystawę o czeskich wynalazcach i wynalazkach. Wystawa choć nie duża, dzięki interaktywności przypadła w miarę Pietruszce do gustu: wykonywał w końcu transfuzje dobierając odpowiednie grupy krwi, przeprowadzał operacje plastyczne z użyciem plasteliny, siedział na motocyklu, a nawet tworzył z przesuwanych układanek schematy procesów produkcji piwa oraz cukru.
Nie zmieniło to jednak faktu, że po powrocie do hotelu opowiadał Mamie głównie o metrze, widzianych w nim przebierańcach i kupionym w przymuzealnym sklepiku wozie strażackim z rozsuwaną drabiną. Wydawało się, że z muzeum prawie nic nie pozostało w jego pamięci.
Wieczorem tego dnia cała rodzina wróciła do Warszawy, a następnego dnia rano, jak w każdy weekend Pietruszka do obudzenia się rodziców grzecznie bawił się u siebie w pokoju. Gdy Tata wstał, Pietruszka zaprosił go do siebie by z dumą pokazać poniższą konstrukcję:
Następnie Pietruszka wyjaśnił, że jest to maszyna do przerabiania cukru na syrop klonowy. Mniam! Dla niezorientowanych w technologii: cukier wrzuca się po lewej (tam gdzie są 2 kwadraty), następnie cukier spada na dół, jest mielony, podgrzewany i ochładzany, by na końcu wyjechać taśmociągiem (*) prosto na placki. Tata już szykuje wniosek patentowy. Tradycja w rodzinie zostanie utrzymana - Dziadek Pietruszki ma już na swoim koncie patent.
(*) Taśmociąg Pietruszka poznał na lotnisku, gdzie widział jak walizki wjeżdżały do luków.
Pietruszka i Mama zwiedzali wystawę średniowiecznych zbroi. Widząc tłum ludzi Mama wzięła synka za rękę i powiedziała "Chodźmy razem, ja się chyba będę bała". Pietruszka spojrzał na Mamę pobłażliwie i powiedział "Odwagi Mamo, ja jestem z Tobą".
Mama i Tata ustalali plany na kolejny dzień. Pietruszka przysłuchiwał się szybkiej wymianie zdań po angielsku po czym stwierdził stanowczo "Ja się zgadzam z Tatą!".
No tak, męska solidarność nie zna granic wieku.
W majowy weekend Infantka Sofia i Pedro, Principe de Asturias (*), wyruszyli wraz z rodzicami w swą pierwszą zagraniczną podróż do Pragi. Aby godnie reprezentować rodzinę królewską, Zochacz zaczęła jeść wszystko widelcem (nawet kanapki). Za to Pietruszka postanowił pokazać że następca tronu powinien mieć własne zdanie.
W efekcie, pierwszy dzień pobytu minął koszmarnie. Pietruszka co trzy minuty jęczał pytając po co tu przyjechaliśmy i jak długo jeszcze. Rodzice zużyli cały arsenał rodzicielskich środków perswazji - niestety prośby, groźby i przekupstwo okazały się równie nieskuteczne. Na koniec dnia Mama była bliska rozszarpania potomka na strzępy.
W końcu Mama sięgnęła po najpotężniejszą broń która jej została - prawdę. Posadziła Pietruszkę wieczorem na kolanach i powiedziała mu, że przyjechali wszyscy do Pragi żeby odpocząć. I że rodzice bardzo się starali zaplanować atrakcje dla dzieci. Ale żeby było sprawiedliwie będą też atrakcje dla rodziców, na przykład zwiedzanie. I tak jak rodzice będą uczestniczyć w przyjemnościach Pietruszki tak Pietruszka będzie uczestniczył w przyjemnościach rodziców bo na tym polegają rodzinne wakacje.
Pietruszka sprawę chwilę przemyślał po czym akceptująco kiwnął głową. Kolejne dni wyglądały diametralnie inaczej. Pietruszka ochoczo zwiedzał razem z rodzicami. A następnie równie ochoczo pilnował atrakcji dla dzieci.
P.S. Za rady w sprawie atrakcji dla dzieci Mama i Tata bardzo dziękują niezawodnej Pinezce i gorąco polecają jej wspaniałą stronę - Złota Praga. A tutaj można zobaczyć coś więcej ...
(*) Ponieważ Zochacz jeszcze nie ma 2 lat leciała na kolanach Mamy jako tzw. infant. Rodzicom się to określenie bardzo spodobało.